czwartek, 28 kwietnia 2011

2.

Niestety poszukiwania przerwał nam dzwięk telefonu. Ustanęłam na palcach, żeby zobaczyć kto dzwoni. Na wyświetlaczu zobaczyłam napis ' Mama ' od razu uśmiech pojawił na mojej twarzy.

- No odbierz. - spojrzał tylko z pogardą na mój zaciesz. - Dalej, długo będziesz tak czekał?

- Halo? - powiedział niepewnie, spoglądając na mnie.

- Chyba nie zapomnieliście o dzisiejszej szkole rodzenia?

- Ołł.. To dziś? O 16? - odpowiedział trochę pytając, trochę twierdząc.

- Tak, właśnie dziś. Wracacie już?

- Zaraz będziemy.

Rozłączył się, spojrzał na mnie i wybuchł śmiechem tak, że ludzie, którzy przechodzili patrzyli na nas jak na debili. Chociaż, to nawet mało powiedziane.

- Zbieramy się, skarbie. - złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą ku wyjściu.

- Ale ja nigdzie nie idę - bąknęłam.

- No proszę Cię. Nie mów, że się boisz?

- No wcale, tatusiu. Zostajemy tu i koniec. - kłóciłam się.

- Idziemy, idziemy. - złapał mnie znów, a ja posłusznie ruszyłam za nim.

W drodze do Jego domu nie odzywaliśmy się. Gdy dejechaliśmy na miejsce, ciepło przywitała nas mama Kamila.

- Jesteście głodni?

- Nie.- odpowiedziałam za na obu, chociaż byliśmy cholernie głodni. Bynajmniej ja, ale przyznajmy szczerze - teściowa nigdy nie była mistrzem w gotowaniu.

- No dobrze. Jest w pół do, jedźcie już. Tylko ostrożnie!

Usiadłam w aucie, Kamil usiadł za kierownicą, jak zawsze od jakiś 4 miesięcy. Dotknął mnie Jego cieplutką ręką po brzuchu, ale nie miałam teraz ochoty na dotykanie dzieciaczka. Wzięłam delikatnie Jego rękę i położyłam na kierownivcy.

Na miejscu siedziały już dwie pary. Rozejrzeliśmy się po sali i usiedliśmy w kącie. Usiadłam mu na kolanachi mocno przytuliłam.

-Kocham Cię. - wybąkałam cichutko.

W tej chwili właśnie na salę weszła kobieta, która miała te zajęcia prowadzić.


moblo:

http://moblo.pl/profile/aivalar

środa, 13 kwietnia 2011

1.

Obudziłam się w szpitalu, w pierwszej chwili nie wiedziałam, co się dzieje, co się stało. Ale gdy zobaczyłam, że siedzi obok mnie Kamil i trzyma mnie za rękę, wiedziałam wszystko będzie dobrze.

- Dobrze się czujesz, kochanie? – zapytał mnie z przejęciem, co za często mu się nie zdarzało.

- Tak. – odpowiedziałam bez namysłu. – z dzieckiem wszystko dobrze?

- Nic mu nie jest. – powiedział doktor, wchodząc do mojej sali. Bardzo przystojny, wysoki mężczyzna. Miał piękne oczy, niczym morze. Spoglądałam kątem oka raz na niego, a raz na panią obok.

Obok mnie leżała kobieta w podeszłym wieku. Uważnie przyglądała się mi i mojemu chłopakowi. Przysłuchiwała się rozmowie, nie kryjąc, że ją to bardzo ciekawi. Byłam nieco skrępowana – osoba, której w ogóle nie znam interesuje się moim życiem. Spojrzałam się na nią karygodnym wzrokiem i starałam się ją ignorować, chociaż rzucając na nią od czasu do czasu niemiłe spojrzenia.

- Uff – westchnęłam z ulgą. Przez myśl przechodziły mi najgorsze sytuacje, ale starałam się opanować strach.           

Uśmiechnęłam się do doktora i spojrzałam w jego nieziemskie oczy. Były takie czysto niebieskie. Patrzyłam się mu w oczy przez kilka sekund, gdy poczułam szurnięcie Kamila. Wiedziałam, że muszę się ogarnąć i nie patrzeć mu więcej w oczy. I tak starałam się robić.

 - Musisz na siebie bardziej uważać. W końcu za 4 miesiące urodzisz brzdąca – zaśmiał się.

- Będę jej pilnował – wtrącił mój chłopak. – A teraz może już iść do domu? – zapytał. Wyczułam w tym coś dziwnego, coś, czego nigdy nie odczułam w jego głosie. Troszczył się o mnie, bardziej niż zawsze, ale to nie to. Czułam, że on też pokochał tego malucha. Nawet go nie znamy, a nasza miłośś do niego jest tak wielka.

- Jasne, tylko pamiętaj – uważaj na siebie! – odpowiedział. I zmierzył wzrokiem Kamila, trzymającego mnie za rękę. Potem Pomachał mi serdecznie na pożegnanie i szepnął coś pod nosem.


Wyszliśmy z Kamilem ze szpitala i doszliśmy do jego volvo. Wsiedliśmy i siedzieliśmy przez kilka minut w ciszy. Nie mogłam tego znieść, więc zapytałam:

- Obrażony?

-Wiesz, że na Ciebie nie potrafię, ale nie przyjdziesz tu więcej. Tym bardziej beze mnie.. – starał się zachować obrażoną minę. Nie wyszło mu to i ten jego mega uśmiech pojawił się na Jego twarzy. Proste, białe zęby ujrzały światło dzienne. Odwzajemniłam uśmiech, nie tak doskonały jak Jego, ale był.

Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy przez miasto do domu Kamila. Nie bardzo chciałam tam jechać, nie lubiłam troski Jego mamy. No cóż, ale czasem trzeba się pomęczyć.

- Zatrzymaj się. - powiedziałam do mojego lubego. Stanął na przeciwko sklepu, do którego zawsze chciałam pójść. Do sklepu z ciuszkami dla dzieci. - Wejdziemy do tego sklepu. W końcu trzeba coś kupić naszemu malutkiemu synkowi. - powiedziałam, a na mojej twarzy pojawił się nieperfekcyjny uśmiech.

- No muszę przyznać.. - zamilkł na chwilę. - Masz rację. - uśmiechnął się ta jak nigdy dotąd. Znów poczułam tą miłą atmosferę. Czuć było tą naszą miłość do niego, i Jego do nas. - To jak idziemy? - powiedział po czym dał mi buziaka w policzek i otworzył drzwi od auta.

- Idziemy. -powiedziałam,  uśmiechnęłam się, wzięłam moją dużą czarną torbę i wysiadłam z samochodu.

Złapaliśmy się za ręce i ruszyliśmy w stronę sklepu. Rozejrzałam się  po sklepie i od razu znalazłam piękny niebieski ciuszek.






moblo :



moblo.pl/profile/aivalar